Te tradycyjne są szczerze mówiąc średnie, mocno gumowate i twarde. Prawdziwy fafernuch, dla prawdziwego Kurpsia, to musi być taki, żeby jeden kęs wystarczył na co najmniej 10 minut żucia - powiedział mi pewien miły pan, którego na jarmarku wypytywałam o to, jak się ten rarytas przygotowuje. Wystarczy jednak skrócić czas pieczenia by ciastka stały się mięciutkie i naprawdę smaczne (jak mówią ci prawdziwi Kurpie - turystyczne ;)). Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że kiedyś były popularnym fantem w grze w cetno-licho, przy czym - wyjątkowo - fanty otrzymywał (i musiał zjeść ;-)) nie ten, kto wygrał, lecz ten, kto przegrał :-) Ale to te tradycyjne, średniojadalne ;)
Przepis, który podaję, jest dość orientacyjny, składników ma być tyle, żeby dało się zagnieść ciasto takie jak na kopytka, jeśli marchew trafi się większa/mniejsza to po prostu zmieniamy ilość mąki. Czas pieczenia skracamy przynajmniej o połowę, no chyba, że mamy ochotę na żywe obcowanie z tradycją :)
3 średnie marchewki
750 g mąki żytniej
5-6 łyżek miodu
ew. 1/4 szkl. cukru
10 g proszku do pieczenia
świeżo zmielony czarny pieprz
Marchew ugotować, rozgnieść widelcem lub praską do ziemniaków, ostudzić, połączyć z przesianą mąką wymieszaną z proszkiem i
miodem.. Zagnieść ciasto (będzie dość klejące). Formować wałeczki i kroić je na kawałki (trochę większe niż kopytka), posypać dodatkowo pieprzem, piec w gorącym piekarniku (u mnie 180'C) ok. 40 min. (piekłam 17 min.).







Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania!