Blamas, blamasz, blamanż, od francuskiego blanc manger (czyli dosłownie białe jedzenie) to deser w formie galaretki przygotowywany z mleka migdałowego. Tak, napój z migdałów to żaden nowomodny wynalazek, robiono go już kilkaset lat temu :) Aby przygotować blamanż wg tych najstarszych przepisów, należało ugotować polewkę migdałową (z migdałów i chleba), przecisnąć ją przez serwetę i zagęścić odparowując lub robiąc galaretkę na wywarze rybnym.
Ja proponuję Wam blamanż nieco nowocześniejszy, przygotowany na podstawie przepisu z XIXwiecznej Kucharki litewskiej Wincenty Zawadzkiej.
Jak zrobić galaretkę z migdałów?
Aby przygotować blamanż należy zrobić mleko migdałowe. Migdały mielimy, zalewamy gorącą śmietanką lub mlekiem i śmietanką, odstawiamy na parę minut i przecedzamy dokładnie przez ściereczkę lub kilkukrotnie złożoną gazę. Oczywiście można również użyć gotowego mleka migdałowego.
Następnie takie mleko trzeba dobrze osłodzić, dosmaczyć i dodać coś żelującego. Ja używam żelatyny, ale może być również agar. Odstawiamy na kilka godzin do lodówki i gotowe.
Co zamiast gorzkich migdałów?
Blamanż przygotowany z samego osłodzonego mleka migdałowego jest dość paskudny w smaku, smakuje jak galaretka z jakiejś dziecięcej kaszki. Koniecznie trzeba dodać do niego czegoś bardzo aromatycznego. Najstarsze blamanże aromatyzowano wodą różaną, cytryną lub cynamonem i są to świetnie opcje, XIXwieczne przepisy przewidują natomiast dodatek gorzkich migdałów lub wanilii. Ja najbardziej lubię blamanż migdałowy, ale jak wiadomo gorzkie migdały są w Polsce właściwie niedostępne. Gorąco polecam zaopatrzyć się w kilka torebeczek jeśli odwiedzicie jakieś niemieckie targi bożonarodzeniowe (w okresie przedświątecznym gorzkie migdały dostępne są w większości niemieckich supermarketów jako migdały do Stollen). Jeśli jednak nie mamy gorzkich migdałów, a tylko one mają ten charakterystyczny aromat, który kojarzymy z migdałami (słodkie nie pachną prawie w ogóle), najlepiej użyć amaretto lub dobrego naturalnego ekstraktu z migdałów. Ważne żeby nie był to sztuczny olejek aromatyczny a właśnie naturalny ekstrakt (są dostępne w większości większych sklepów).
Sos wiśniowy
Blamanż uwielbiam podawać z sosem z wiśni z cynamonem. To dość zimowe smaki, sos ten zresztą z powodzeniem można przygotować z wiśni mrożonych, ale czemu nie skorzystać z sezonu na świeże? :)
Pychota! :)
Blamanż
500 ml słodkiej śmietanki 30 lub 36% (lub 350 ml śmietanki i 150 ml mleka)
150 g cukru
1,5 łyżki żelatyny
1 łyżeczka naturalnego ekstraktu migdałowego lub 1 łyżka amaretto, lub kilka gorzkich migdałów*
Sos wiśniowy
2-4 łyżki cukru
1 łyżka mąki ziemniaczanej
sok z cytryny
szczypta cynamonu
Migdały zmielić dość grubo (można też utłuc w moździerzu, ale niezbyt dokładnie), zalać 350 ml gorącej śmietanki (lub mieszanką mleka i 250 ml śmietanki), odstawić na ok. 30 minut pod przykryciem. Przecedzić bardzo dokładnie i odcisnąć dobrze przez ściereczkę, staramy się wycisnąć z migdałów jak najwięcej płynu. Dodać cukier i podgrzewać aż cukier się rozpuści, dodać ekstrakt. Ostudzić. 150 ml śmietanki ubić na sztywno. Żelatynę zalać dwiema łyżkami wrzącej wody (lub wg instrukcji na opakowaniu). Dodać do mleka migdałowego i dokładnie wymieszać. Dodać ubitą śmietankę, wymieszać. Wlać do formy, wstawić do lodówki na kilka godzin. Po tym czasie wyjąć z formy (formę należy na kilka sekund zanurzyć w gorącej wodzie, galaretka zacznie niemal natychmiast odstawać od ścian formy).
Wiśnie zasypać cukrem, gdy zaczną puszczać sok dodać cynamon i zagotować. Odlać kilka łyżek soku (ok. 1/3 szklanki), dodać do niego mąkę ziemniaczaną, wymieszać, dodać do wiśni, dobrze wymieszać, zagotować i gotowe :)








Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania!