Kompot z truskawek i rabarbaru, kompot na deser. Co dajesz dziecku do szkoły?


Co wspólnego ma żywienie dzieci z przemytem sacharyny, kryzysem ekonomicznym i przedwojenną propagandą? I jeszcze z historią literatury? Ano, jak się okazuje, całkiem sporo!

Kryzys...


Zacznijmy od początku. Kryzys gospodarczy w II Rzeczpospolitej rozpoczął się formalnie w roku 1929, niektórzy historycy upatrują jednak jego początków już rok wcześniej, kiedy to pierwsze objawy recesji dotknęły przemysłu włókienniczego. Tuż przed gwiazdką 1928 roku, mimo, że handel tekstylny osiąga zwykle największe obroty właśnie w okresie przedświątecznym, sprzedaż odzieży, zwłaszcza na wieś, zupełnie się załamała. Tłumaczono to ciężką zimą, silnymi mrozami i opadami śniegu, które utrudniać miały dostawy. Zima była długa a Wielkanoc 1929 wczesna, nie przejmowano się więc zbytnio tym, że przy okazji kolejnych świąt sytuacja się powtórzyła. A po kilku miesiącach kryzys rozhulał się na całego.
Czym charakteryzuje się kryzys gospodarczy - wiadomo. Tym, że nikomu nie wystarcza na nic pieniędzy. A jak w latach 30' z kryzysem sobie radzono? Na wsi przede wszystkim starano się jak najwięcej wyprodukować i jak najwięcej sprzedać do miasta, zazwyczaj kosztem własnego niedojadania. Sprzedawano wszystko, co się dało, a i tak nie wystarczało na takie, wydawałoby się, drobiazgi jak nafta czy zapałki. W bogatych dworach żywności może nie brakowało, ogromne podatki powodowały jednak niewyobrażalne zadłużenia majątków. Wszędzie krążyli drobni wędrowni rzemieślnicy: kołodzieje, krawcy, druciarze, rozwijał się groszowy, żydowski handełes, każdy radził sobie po prostu jak mógł. Kryzys dotykał rzecz jasna również miasta, bezrobocie, zwłaszcza w przemyśle, było przeogromne, jedyną warstwą zawodową, która była jako tako opłacana byli urzędnicy. A najlepiej mieli się oczywiście, jak zawsze w takich czasach, wszelcy spekulanci i pośrednicy.

... przemytnicy...


Co zaś robił rząd? Robił dość dużo, ale nas najbardziej interesuje przemyt. A raczej, rzecz jasna, walka z przemytem. Rząd mianowicie, obok m.in. bardzo restrykcyjnej i protekcjonistycznej polityki celnej, skupił się w dużej mierze na zwalczaniu przemytu. I tu zaczynamy rozwiązywać naszą zagadkę. Co do Polski w latach kryzysu przemycano? Różności. A wśród nich - sacharynę. Cukier w dwudziestoleciu międzywojennym, zwłaszcza w odniesieniu do niskich zarobków, był kosmicznie drogi.  Sprzedaż cukru obłożona była 37% akcyzą, dodatkowo ceny były sztucznie zawyżane przez handlujące nim kartele cukrowe. Przemycano więc tani zamiennik, jakim była sacharyna. Na wysokiej sprzedaży cukru zależało jednak zarówno kartelom cukrowym, jak i rządowi (który w tych latach spłacał dużą pożyczkę zaciągniętą w USA m.in. w związku z budową kolei), przedsięwzięto więc rozmaite kroki do zwiększenia sprzedaży cukru. Jednym z nich było powołanie Biura Propagandy Konsumpcji Cukru, którego zasadniczymi celami była z jednej strony walka z przemytem sacharyny oraz z wykorzystywaniem jej w przemyśle spożywczym, z drugiej - szeroko zakrojona akcja propagandowa krajowego cukru. 

... propaganda. I historia literatury!


Cukier krzepi! To hasło dobrze znamy. Melchior Wańkowicz, pisarz, którego dziś kojarzymy głównie z Zielem na kraterze czy Na tropach Smętka, a który swoją karierę zaczynał jako, jak powiedzielibyśmy dziś, copywriter,  zgarnął za nie niezłą nagrodę (5 000 zł, kiedy pensja dobrze zarabiającego pracownika umysłowego wynosiła najwyżej 400 zł miesięcznie). Łącznie 500 zł rozdano natomiast na nagrody dla osób, które wzięły udział w konkursie Biura Propagandy Konsumpcji Cukru (w którym, nota bene, Wańkowicz miał regularną posadę) - w konkursie tym należało spośród haseł: 1. Cukier - to zdrowie!, 2. Cukier żywi, 3. Cukier krzepi i 4. Cukier daje siłę wybrać dla propagandy takie, które będzie najmocniej wyrabiać w szerokich masach świadomość, że cukier, to nie przyprawa dla smaku, a pokarm o wielkiej wartości odżywczej. Wygrała, jak wiadomo, propozycja nr 3, a propaganda cukru była chyba największą akcją reklamową jaką przeprowadzono w historii Polski. Hasło Cukier krzepi! było wszędzie, na każdym murze, w każdej gazecie, w audycjach radiowych, trafiło nawet do dziecięcej czytanki O Franusiu z Pogwizdowa. Dla dzieci wyprodukowano też grę karcianą o uroczym tytule Czarny Piotruś sacharyniak - na jej kartach znajdowały się ilustracje Stanisława Norblina oraz hasła ułożone przez Janinę Porazińską oraz rzecz jasna, nasz ulubiony slogan reklamowy Cukier krzepi! na rewersach, dobre nawyki należało wyrabiać o najmłodszych lat. 


Matko, nie żałuj dziecku cukru!


Innym, niezwykle popularnym hasłem promującym cukier, było hasło Matko, nie żałuj dziecku cukru! Było ono poniekąd zgodne ze wskazaniami ówczesnych dietetyków, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że propaganda konsumpcji cukru miała również niemały wpływ na artykuły takie jak poniższy, na dzisiejsze czasy tak egzotyczny, że, choć tekst ten długością nadużywa już chyba Waszej cierpliwości, zacytuję prawie w całości:

Gdyby matki wiedziały, jak w organiźmie dziecięcym odkłada się jad ciężkich pokarmów (...), niewątpliwie z ust ich znikłby ten miły niefrasobliwy uśmiech, z jakim wkładają do tornistrów lub do koszyczków śniadaniowych swoim pociechom apetyczne śniadania - szablonowo składające się z butersznitów z szynką, lub pieczystem z obiadu. Poniektóra mamusia jeszcze hojną ręką doda do tego "dla omasty" zakrzepłego sosu i fasoli "aby nie było mdłe".
Gdybyż podejrzewała, że własną ręką pod miłą powłokę dziecinnego ciałka, takiego ślicznego, różowego, promieniejącego zdrowiem, "odkarmionego", jak lubią to określać - drąży niby robak chodniki zniszczenia (...) - może ręka jej cofnęłaby się, może przestałaby się dziwić naiwnie, że dziecko "przemęcza się", że mu "lekcje nie idą".
Dziecko potrzebuje lekkiego, a intensywnego odżywiania. Witamin i węglowodanów! Czegoś, co bez reszty przetworzy się w siłę i sprawność jego organizmu, nie pozostawiając w nim bezużytecznych nalotów, niby źle wypalony koks żużle w piecu.
Dawajcie dzieciom owoce!
Jeżeli zaś w obecnej chwili jest to zbyt trudne - dawajcie do szkoły pokarm słodki: kawałek babki, ciastko, słodką bułkę, parę cukierków. Niech piją ciepłe, dobrze osłodzone pokarmy.
Dziecko będzie miało wówczas czystą krew, która będzie szybko krążyć po tych ciałkach, które tak kochamy; będzie miało czystą krew, która do komórek mózgowych wniesie przypływ nowej energii.
Wszak ten biedny mózg dziecinny w szkole pełni straszliwie ciężką, nieraz nad siły pracę.
Nie zatruwajmy go!
Ilustrowany kuryer codzienny, 31.03.1932

Kompot (na osłodę)


Na osłodę mam dla Was kompot. W międzywojennej dietetyce na topie oprócz cukru były witaminy, więc kompot z rabarbaru, czyli rzewienia. 

Niedawno jeszcze rzewień był w gospodarstwach domowych niedoceniany. Dopiero w erze apoteozowania witamin stał się "modny", a wiele osób protestujących przeciwko twierdzeniu, że należy mu się poczesne miejsce w naszych kuchniach i spiżarniach, zmieniło szczęśliwie zdanie, zaciągając się pod sztandar jego wyznawców. Rzewień jest nieocenionym materjałem wiosenno-kompotowym i równie cennym materjałem przetwórczym. 
Kobieta w świecie i w domu, czerwiec 1935

Podaję dwa przepisy: pierwszy na kompot w formie dobrze nam znanej, do picia (z dodatkiem truskawek, uwielbiam to połączenie!), drugi - z przepisu międzywojennego. Różnica w ilości cukru jest dostrzegalna, ale nie nie, w przepisy na kompot propaganda cukrowa raczej nie ingerowała :-) Dawniej kompotem nazywano po prostu nie tyle napój, co deser, na wzór francuskiego compote składający się z gotowanych w syropie cukrowym owoców, podawany w kompotierkach (nie posiadam, podałam na japońskiej miseczce), często dekorowany bitą śmietaną. Oba pyszne!


Kompot z rabarbaru z truskawkami


3 łodygi rabarbaru
250 g truskawek
2,5 l wody
opcjonalnie: 3 łyżki cukru

Rabarbar i truskawki umyć. Łodygi rabarbaru pokroić mniej lub bardziej drobno, gotować całość przez 15-20 min. Dosłodzić lub nie

Kompot deserowy z rabarbaru (compote)


1 kg rabarbaru
1 l wody
1,5 kg cukru (moim zdaniem 1 kg zdecydowanie wystarczy)
1 strąk wanilii

Rabarbar dowolnie pokroić. Z wody, cukru i wanilii ugotować syrop (z wanilii wyskrobać ziarenka, łupkę wrzucić do syropu oddzielnie). Wrzucić rabarbar, pogotować chwilę na wolnym ogniu (do 10 min., ale trzeba uważać, żeby rabarbar się nie rozgotował). Podawać w kompotierkach, można udekorować bitą śmietaną.

4 komentarze:

Agnieszka Demska pisze...

Kompocik wygląda bajecznie. Kolorek ma super, a smak jeszcze lepszy :)

Agnieszka pisze...

W dzień dziecka przypomniałaś mi smak z dzieciństwa! Dziękuję! Mieszkam we Włoszech i rabarbaru u mnie nie ma, ale chętnie bym się napiła kompotu.

Eko Mentalnie pisze...

Bardzo ciekawe rzeczy na temat przemytu sacharyny opisałaś :) Współcześnie propagandą pt. "cukier krzepi" zajmuje się coca-cola, która płaci za badania, które mają wykazać, że nadmiar cukru nie szkodzi zdrowiu. A kompot pycha!

Monika pisze...

Agnieszka Demska > Dzięki :) I potwierdzam ;)

Agnieszka > O proszę, cieszę się bardzo! Zaskoczyłaś mnie tym, że we Włoszech nie ma rabarbaru! Czyli to bardziej zimnolubna roślina pewnie? :)

Eko Mentalnie > Zaciekawiłaś mnie tą coca-colą! Mam wrażenie, że oni w swoich akcjach reklamowych stawiają bardziej na jakiś sentyment, przywiązanie do marki jako symbolu, czegoś kultowego itd. Nie zwróciłam nigdy uwagi, żeby coca-cola tłumaczyła się z cukru.. A kompot oczywiście polecam :)))

Copyright © 2014 Kuchnia nasza polska , Blogger