Wiśniówka

wisniowka

Próbowaliście kiedyś znaleźć w słownikach tłumaczenie słowa nalewka? Naprawdę dobrze oddające istotę rzeczy tłumaczenie? Wierzcie mi, nie jest łatwo! Liquor, cordial, infusion? No nie do końca. Może opisowo - flavoured vodka, infused vodka? Trochę lepiej, ale to też nie to. Wydaje mi się, że najbliżej sedna jest przywodzące na myśl nieco medyczne (albo alchemiczne) skojarzenia słowo tincture (łac. tinctura), czyli alkoholowy wyciąg z owoców, ziół czy innych substancji, zresztą to właśnie z domowej apteczki staropolska nalewka trafiła na stoły. Inna sprawa, czym dokładnie staropolska apteczka była, nie ulega jednak wątpliwości, że jednym z przeznaczeń rozmaitych specyfików w niej przechowywanych były zastosowania okołomedyczne.

Kiedy rozpoczęła się kulinarna kariera nalewek, trudno powiedzieć, ale chyba bez większej przesady można mówić, że to jeden z najbardziej charakterystycznych, niespotykanych nigdzie indziej produktów polskiej kuchni, by nie rzec - dobro narodowe*  :-) Dziś więc kolejny nalewkowy przepis!

Przed rokiem pisałam o orzechówce, przyszedł czas na wiśniówkę, czyli drugi (i zarazem mój ulubiony) sposób na przygotowanie nalewek owocowych. A więc: owoce zalewamy alkoholem (wódka i spirytus w proporcjach 1:1 czyli ok. 70%), macerujemy przez ok. 2 tyg., po czym zlewamy alkohol, a owoce zasypujemy cukrem. Następnie do otrzymanego po ok. 10 dniach syropu dodajemy pierwszy nalew i chowamy nasz specyfik na ok. 2 lata w tajne miejsce w międzyczasie filtrując wszystko jeśli zajdzie taka potrzeba. I tyle.

Przy wiśniówce kontrowersyjną sprawą mogą być pestki - na pewno pamiętacie jak w dzieciństwie straszono Was strasznym kwasem pruskim albo jeszcze bardziej strasznymi cjankami (albo tym, że Wam drzewo w brzuchu wyrośnie jeśli będziecie jeść pestki ;-)), z wiśniowych pestek. Za aromat pestek (i zarazem w pewnym stopniu nalewki na niewypestkowanych wiśniach) odpowiada amigdalina (ta sama, która znajduje się w gorzkich migdałach i innych pestkach),  która w większych dawkach rzeczywiście może być szkodliwa, ale jak wiadomo lekarstwo od trucizny różni tylko dawka, a ta, z kilograma wiśni i po raptem niecałym miesiącu macerowania raczej nie powinna być szalona. Zresztą tradycyjne przepisy, jak chociażby ten na wiśniówkę jasielską (wpisaną na listę produktów tradycyjnych województwa podkarpackiego), stanowią by wiśniówkę nastawiać na wiśniach z pestkami. Poza tym: z własnego sadu, zrywanych na przełomie lipca i sierpnia - to właśnie ten czas! :-)

Wiśniówka

1 kg pięknych wiśni
0,5 l spirytusu
0,5 l wódki
0,5 kg cukru
opcjonalnie: 3 wędzone węgierki**

Wiśnie wydrylować lub nie (ja zwykle biorę pół na pół) i zalać je alkoholem (jeśli dodajemy węgierki to już na tym etapie). Odstawić na ok. 14 dni w nasłonecznione miejsce. Po tym czasie znad owoców zlać alkohol a owoce zasypać cukrem. Odstawić na 7-10 dni, codziennie wstrząsać. Zlać syrop, dodać do niego pierwszy nalew, odstawić do piwnicy. Gdy nalewka dobrze się ustoi, zlać nalewkę znad ewentualnego osadu (można przefiltrować przez gazę/flanelę/filtr), schować dobrze na ok. 2 lata. Na zdrowie!

*niegłupim pomysłem byłaby prawna ochrona nazwy nalewka (podobnie jak chociażby szampan), jak widzę na półkach sklepowych te rozmaite berbeluchy nazywane nalewkami to aż mnie trzęsie :D

**pomysł zgapiony z krakowskiej Cafe Camelot, którą uwielbiam nie tylko za kwiaty przy wejściu, stolik w oknie, sernik z malinami i Kraków 1000%, ale również i za te nalewki (i przy okazji Cafe Camelot pozdrowienia ślę Małpce Fiki-Miki :-))

wisniowka_camelot

2 komentarze:

Majana pisze...

O, to ten cudowny przepis na nalewkę wiśniową! :)
W zeszłym roku robiłam właśnie z tego, od Ciebie. Pyszna była, jeszcze jest, bo ciut mi zostało. W tym roku skupiłam się bardziej na konfiturze wiśniowej, nalewki nie robiłam.
Piękne zdjęcia Moniś. :*
Uściski.

kuchnianaszapolska pisze...

No Madzia, dokładnie ten :) Strasznie się cieszę, że Ci podszedł, właściwie wszystkie nalewki owocowe robię z tego przepisu :-)
Ściskam :)

Copyright © 2014 Kuchnia nasza polska , Blogger